SZTUKA WSPÓŁCZESNA PO II WOJNIE ŚWIATOWEJ

 

MALARSTWO
AMERYKAŃSKIE

REALIZM
MAGICZNY

COBRA

ACTION
PAINTING

REALIZM
FANTASTYCZNY

POP-ART

NEO-DADA

OP-ART

HIPERREALIZM

HAPPENING

NEOEKSPRESJA

KONCEPTUALIZM

NEO
KONCEPRUALIZM
 

W ciągu ponad dwóch tysiący lat sztuka europejska wykształciła 10 wyraźnie odrębnych stylów. Na stworzenie następnych dziesięciu potrzebowała lat stu (1850 - 1950). W ciągu następnych pięćdziesięciu lat wyprodukowała taką ilość stylów, kierunków i trendów, że nawet fachowcy nie mogą się w nich połapać. W coraz większych salach coraz liczniejszych "whitecub'ów" wystawia się coraz więcej coraz marniejszych dzieł, które oraz więcej mówią coraz mniej znacząc.
Nie ma się czym przejmować, takie są zasady handlu. Fachowcy sami są sobie winni, bo to oni wykreowali większość tych "brandów".
Od nas zależy, czy potrafimy oddzielić ziarno od plew, a nie jest to wcale takie trudne. Sztuka współczesna, o ile jest sztuką, rządzi się takimi samymi prawami jak sztuka renesansu. Wtedy również produkowano knoty, ale nie było możliwości technicznych, żeby w ówczesnym you-tubie pokazywać ówczesnego Warhola jedzącego (w akcie twórczym) ówczesnego hamburgera. Ale do rzeczy...

Niemal cała sztuka współczesna wywodzi się z międzywojennego modernizmu i jest jego kontynuacją albo negacją. Już przed wojną istniały: ekspresjonizm, realizm i symbolizm, oraz czwarty nurt - anarchistyczny dadaizm.

Całą sztukę współczesną dzieli na pół stosunek do tradycji:

- jedna część artystów uważa, że mimo wszystkich różnic kultura stanowi pewną ciągłość i nowe powstaje w jakimś sensie zawsze w odniesieniu do starego - nawet przez skrajną negację - ale nie przez lekceważenie. W tej grupie problematyczna jest kwestia warsztatu, ale dzieło sztuki jako takie nie jest kwestionowane. Ta część świata sztuki przez kilkadziesiąt lat działała na poboczu głównego nurtu promowanego przez krytykę i art-business,
- ten główny nurt uważa, że przeszłość jest zamkniętą księgą i w nowych czasach wszystko należy zacząć od nowa - początek tej postawie dali futuryści i dadaiści, a kontynuowali ją post-moderniści, ale pierwszym powojennym fenomenem stał się informel - ekspresjonizm abstrakcyjny.

Powstanie ekspresjonizmu abstrakcyjnego w jego komercyjnym, wielkomuzealnym i wielkogaleryjnym wymiarze jest odrębnym tematem do omówienia. Niezależnie od wartości samego zjawiska informel stał się ważnym doświadczeniem (szczególnie dla tych artystów, którym złamał kariery) i doprowadził sam siebie do granic możliwości, publiczność do znudzenia, a inne gatunki do kryzysu domagającego się odreagowania.

Taką reakcją były pop-art i minimalizm - nurty równoczesne, programowo przeciwstawne, a w skutkach całkowicie odmienne od zamierzeń. Pop-art drwiąc z konsumpcjonistycznego społeczeństwa z pełnym cynizmem wykreował wysokopłatne cielaki pop-kultury, ascetyczny minimalizm nawiązując do oszczędności środków modernistycznego abstrakcjonizmu zredukował dzieło do zera.

Doświadczenie informelu (któremu pointę domalował szympans Congo) i jego "antidotów" postawiło przed sztuką z całą ostrością zasadnicze pytania o jej sens i sens dzieła sztuki. Odpowiedzi były różne:

- jedna zakwestionowała konieczności opanowania wysokiego warsztatu jako wyróżnika działalności artystycznej, akcentując wartość indywidualnej ekspresji - niezależnie od jej materializacji. Tą drogą poszli neoekspresjoniści, oraz ich ostatnie pokolenie - stuckiści.
- inna zakwestionowała sens trwałego dzieła jako koniecznego wyniku procesu twórczego, akcentując znaczenie działania. Tą drogą poszli akcjoniści, happenigowcy, performerzy, instalatorzy i pakowacze (embalażyści),
- jeszcze inna zakwestionowała konieczność powstania jakiegokolwiek dzieła w ogóle, akcentując znaczenie koncepcji. Tę metodę wybrali róznego rodzaju konceptualiści. Koncepcję rozumiano jednak róznie i różny był tego wynik.
= w pierwszym przypadku koncepcja to pewna idea wypełniająca relacje między przedmiotami nieartystycznymi. Dziełem sztuki nie są tu owe nieartystyczne przedmioty, ale właśnie sama ilustrowana nimi idea. Klasycznym przykładem jest "Oak tree" (dąb) składający się ze szklanki wody i kartki z tekstem objaśniającym. Problemem tego nurtu stała się monotonia, ponieważ w świecie sztuk plastycznych trudno jest tą metodą produkować kolejne dzieła, które bez istotnych walorów estetycznych utrzymają szanowną publiczność w napięciu. Uczciwie trzeba przyznać, że metoda ta wymagała przynajmniej pewnego wysiłku intelektualnego dla wytłumaczenia, co czyni szklankę wody dębem.
= w przypadku drugim koncepcja to akt kreowania dzieła sztuki z przedmiotów nieartystycznych - dotyczy to bezpośrednich spadkobierców dadaistów i fontanny Duchampa. Ta metoda nie wymaga już od artysty absolutnie niczego, poza jego boską naturą. Jednak podczas gdy sam Marcel Duchamp - człowiek inteligentny i dowcipny - wspomina, że kreowanie pisurau na fontannę było fantastyczną (jak na owe czasu) zabawą, to podobna metoda uprawiana w dzisiejszych czasach otwiera - niestety - pole do bezczelnej hochsztaplerki.
Nie wiem czy, komu i za ile sprzedał Duchamp swoją fontannę - prawdopodobnie zupełnie satysfakcjonował go sam fakt jej wystawiania w muzeach i reprodukowania we wszystkich podręcznikach historii sztuki - to nie byle co. Współczesna sztuka to jednak duże pieniądze, a nikt już nie kupi pisuaru jako fontanny. Dlatego jedyną szansą dla wspólczesnych neo--konceptualistów jest nazywanie dziełem sztuki przedmiotów, które wprawdzie dziełem sztuki nie są, ale których wykonanie leży poza możliwościami zwykłego człowieka. Może to być rekin w formalinie, przekrojona na pół świnia, albo czaszka wysadzana brylantami (koniecznie przynajmniej za kilka milionów funtów).
Zawsze istniała, istnieje i będzie istnieć grupa ludzi, którzy zapłacą za możiwość obejrzenia baby z brodą.

Poza tym od około trzydziestu już lat, gdzieś na marginesie opisanych zjawisk funkcjonuje art renewal i realizm klasyczny, powstają rzeźby Mitoraja, we Włoszech i w Stanach zakłada się prywatne studia kształcące adeptów tradycyjnego warsztatu starych mistrzów - dzieje się dużo, tylko niewiele o tym wiemy. Czy wyniknie z tego nowa sztuka - nie wiadomo. Są jednak ludzie, którzy próbują.

Sztuce współczesnej i tworzącym ją artystom często - i nie bez racji - zarzuca się hochsztaplerkę i wiele innych grzechów, jednak jej sytuacja jest naprawdę trudna, by nie powiedzieć - rozpaczliwa. Awangarda dwudziestolecia międzywojennego wykonała tytaniczną pracę - sformułowała nowe problemy, rozwiązała je i okazało się, że dalej nie ma już nic... - przynajmniej w sztuce rozumianej jako zawodowe, wymagające opanowania warsztatu wykonywanie trwałych dzieł sztuki. Realiści rozmontowali obiekt i przestrzeń tak jak rozbija się atom, symboliści zbadali już wszystkie odmiany kompleksu Edypa, a ekspresjoniści wykrzyczeli już wszystko, co można było wykrzyczeć krzykiem (w miarę) artykułowanym. W najlepszej sytuacji jak zwykle byli (i są) dekoratorzy. Oni przynajmniej wiedzą, jaki jest cel.
W tych słowach jest więcej współczucia niż ironii. Jest coś w naturze ludzkiej, co zmusza do tworzenia sztuki, ale jest coś w naturze sztuki, co czyni z jej dzieła coś więcej, niż tylko dekorację - nadaje mu jakiś wyższy sens. W zsekularyzowanym do szpiku kości świecie trudno jest taki sens odnaleźć, podobnie jak trudno jest stworzyć własny, niepowtarzalny język (we współczesnej sztuce tylko ekspresjoniści posunęli się o krok dalej - przechodząc od fowistycznego krzyku do informelowego skowytu, starannie zresztą zaprogramowanego).

Sytuację współczesnej sztuki paradoksalnie streszcza ostatnia nawigacyjna strzałka. Jeśli w nią kliniesz, następnym etapem będzie już tylko...

UP